Hoł, hoł, hoł!
Wczoraj, po przyjeździe do domu od razu włączyłam mecz. Na szczęście zdążyliśmy, akurat się zaczynało :)
Kolejne emocje, kolejne comebacki i kolejne szczęśliwe zwycięstwo.
Pierwsza połowa to był jeden wielki dramat, nie robiliśmy kompletnie nic, Valencia kiwający sam siebie, środek pola szybki jak dyliżans na wertepach i Chicharito gwarantowali nam akcje tak beznadziejne, że chciało się płakać. W dodatku jak zwykle straciliśmy gównianego gola, a gdy Dżony wyrównał to zara dla równowagi wjebał malowniczego swojaka. Liniowy odpierdalał jakieś cyrki, Fergie chciał ukatrupić sukinsyna, Giggs biegał najszybciej, Ferdinand machał łapami, mokro, ślisko, zimno i do domu daleko.
Druga połowa to jeszcze więcej emocji, obrońcy napierdalają gole, Carrick notuje 2 asysty, Chicharito marnuje niewyobrażalne setki, Roo siedzi w jakiejś kanciapie, Giggs znów biega najszybciej, Evans wyprowadza kontrataki, co oni strzelą to wpada do siatki, Fergie pluje gumami i rzuca kurwami, Rudy nie kuma o co kaman i czemu zszedł, Valencia łamie gnaty jakiemuś bambusowi, van Persie to przeca niepotrzebny transfer, Fergie skacze na barana asystentom, dla odmiany niukastylczki chcą wjebać liniowemu, City przegrywa, jakieś kurwa cyrki normalnie.
Panie Ferguson, jak żyć? 7 punktów przewagi nad City!
Tak więc Chicharito, dziękuję za kolejne 3 punkty pod choinkę :D
Później pobawiłam się nowym aparatem, zobaczcie co z tego wyszło.
| Aaa, pierwsza focia. Jaram się :D |
No i dodaję swoje ostatnie rysunki ;) Podobają się?
"One day baby, we'll be old..."



0 komentarze:
Prześlij komentarz