Miałam kiedyś przyjaciela. To niesamowite jak bardzo można poznać człowieka-jego ulubione jedzenie, sporty, filmy, marzenia, plany na przyszłość, dużo by wymieniać. Czułam się, jakbym zyskała brata. Każdy dzień przynosił rozmowy na nowe tematy, uśmiechy posyłane do siebie na lekcjach i przerwach. Było super, mogłam z nim pogadać dosłownie na każdy temat, a on i tak by mi doradził czy wyraził swoją opinię. Oczywiście sielanka szybko się skończyła.W tym momencie na scenę wkroczyła pewna pierwszaczka. Zwykła, przeciętnej urody dziewczyna. Zostałam zepchnięta na boczny tor. Co raz mniej rozmów i wgl wszystkiego. Próbowałam z nim porozmawiać potem o tym, ale udzielał tylko lakonicznych odpowiedzi lub mnie ignorował.
Teraz nie rozmawiamy prawie wcale. Na jego pierwszym miejscu znowu jest inna dziewczyna, tym razem z mojej klasy. Choć przypominam mu się, kiedy potrzebuje spisać zadanie czy pomóc w zadaniu, bo nie przeczytał lektury. Po ostatniej prośbie wkurzyłam się i napisałam, co o tym myślę. Oczywiście doczekałam się odpowiedzi całkiem w jego stylu, czyli jak zwykle wykręcił kota ogonem i stwierdził, że nie mam pojęcia bladego o co chodzi z tą dziewczyną i nie powinnam się w takim razie wypowiadać. W paru jego wiadomościach czytając między wierszami można stwierdzić, że mam spierdalać i jestem nienormalna. Pokusił się także o wytknięcie mi tego, że to, co było między nami nie było przyjaźnią.
Cóż, zobaczymy czy będzie taki odważny w szkole, w 4 oczy.
![]() |
| Die bitchez! |
Spotkaliście już na swojej drodze takich "przyjaciół"?
Strasznie mi się ta piosenka podoba, nie pasuje trochę do tego postu, ale trudno. Słucham jej na okrągło :)


0 komentarze:
Prześlij komentarz